Pieśni miłosne zakupione na targu

Samarkand001

Swego czasu, na targu w Samarkandzie kupiliśmy z mężem płytę, której na próżno szukam w internecie. Testując kiedyś przegrywanie z płyt winylowych na CD udało mi się przegrać z płyty tej kilka (niestety nie wszystkie) utworów. Oto przepiękna pieśń miłosna w wykonaniu Gumljadzana Jakubowa:

 

 

Widziałam jak anioła na drągu nieśli

Z mojego dzieciństwa pamiętam kpiące powiedzenie mamy, towarzyszące mi zawsze, gdy coś mi zginęło: zeszyt, pióro albo coś z odzieży. Mama zamiast pomóc mi szukać, lub wręcz szukać zastępując  mnie (jak robią to wszystkie obecne mamy), wcale nie przejmowała się moją zgubą, a przeciwnie, drwiła mówiąc: „widziałam jak Cyganie na drągu nieśli”. Dziś obowiązuje poprawność polityczna i nie powinno się kpić z żadnej nacji, więc prawdopodobnie już nikt tak nie powie, choć przecież wcale powiedzenie to nie obrażało Cyganów, raczej ukazywało absurdalność stawianych im powszechnie zarzutów, podobnie jak w przysłowiu: „kowal zawinił a Cygana powiesili”.

To powiedzenie przypomniało mi się, gdy natknęłam się na pocztówkę przedstawiającą obraz Hugo Simberga, fińskiego malarza, z 1903 roku, zatytułowany „Haavoittunut enkeli”. Drugie skojarzenie wiązało się z powszechnie dostępnymi w czasach mojego dzieciństwa fotografiami przedstawiającymi „afrykańskich dzikusów”,  niosących upolowane zwierzęta na drągach.

Zanim przetłumaczyłam sobie tytuł obrazu, nasunęła mi się interpretacja, która zapewne wypaczyła myśl artysty, jednak jest świadectwem tego,  jak bardzo odbiór sztuki zależy od współczesności towarzyszącej nie twórcy, a odbiorcy. Tak więc obejrzawszy pocztówkę zauważyłam, że anioła niesie dwóch chłopców z ludu, w tym jeden z cierpiętniczą miną, co wskazuje na to, że nie za bardzo jest on dla niego świętością. Chłopcy niosą anioła nie na jednym, a na dwóch drągach, co świadczy o tym, że użyty środek transportu jest czymś pośrednim między między lektyką, a drągiem, na którym taszczy się upolowane zwierzęta. Anioł ma zasłonięte oczy, a w rękach trzyma pęczek przywiędłych kwiatków – ewidentnie zakochał się ślepą miłością i teraz cierpi, smętnie opuściwszy swoje skrzydła. Tłem sceny jest brązowa, dość jałowa ziemia, na której widać tylko parę kępek kwiatków i jakieś badyle, oraz widoczna w dali rzeka. Powietrza na obrazie brak, a przecież to ono jest żywiołem stworzeń latających, a aniołów zwłaszcza. No, może bliżej żywiołu wody anioł odżyłby nieco, ale na pewno ziemia i jej przedstawiciele w postaci ponurych chłopców mu szkodzi. I jeszcze jedno pytanie: Skąd i dokąd chłopcy niosą tego anioła? Zapewne z kościoła – bo choć ubrani skromnie, odzież mają czystą, jak to w niedzielę, a jeden nawet kapelusz na głowie, w którym raczej do codziennej pracy się nie chodzi. A dokąd go niosą? Bóg jeden wie!

Patrząc współcześnie, gdy wszelka ezoteryka, z nadmiarem wręcz, karmi się aniołami, produkując podróbki Tarota, w rodzaju „Kart anielskich”, rozmaite durnostojki ze wszystkich dostępnych materiałów, wieszając aniołki na szczycie choinek w Boże Narodzenie (zamiast gwiazdy, bo ta kojarzy się teraz z komunistami, jak tęcza z gejami) sądzić można, że anioły we współczesności mają się raczej dobrze, choć sprofanowane nieco i poturbowane przez popkulturę; opuściły jednak swoje pierwotne i przynależne im miejsce pobytu – kościoły – przenosząc się w rejony zupełnie dla nich niewłaściwe, gdzie powoli tracą na znaczeniu i otaczającym je szacunku.

Kiedy przetłumaczyłam za pomocą automatu tytuł obrazu, okazało się, że oznacza on „zranionego anioła”. Tak więc przepaska na oczy nie jest przepaską, a opatrunkiem, a przywiędłe kwiatki mogą być po prostu wyrwanymi piórami. Anioł raczej jest dziewczynką i  zapewne został zraniony pospolitością.

Ale ponieważ w dzisiejszych czasach wszystko jest polityczne, istnieje pogląd, że obraz symbolizuje Finlandię pod panowaniem Rosji, zwłaszcza iż stosunkowo niedawno został wybrany narodowym obrazem Finlandii. Mógł jednak symbolizować osobiste dolegliwości malarza , jak skrupulatnie zauważa Wikipedia, albo upadek wiary religijnej. Interpretacji do wyboru do koloru.

Niewątpliwie można by poszukać stosownego polskiego obrazu, który przewidział był wcześniej i symbolizował by aktualne wydarzenia w Polsce; coś w rodzaju: „Widziałem/am jak (tu wstawić właściwą grupę osób) na drągu nieśli Konstytucję”. Tylko trzeba  dobrze poszperać.

Ranny anioł001

Kiedy w jakiejś dyskusji skrytykowałam świąteczny spot rządzących za częstochowskie rymy wiersza, ktoś odpisał mi, że „jaki rząd taka poezja”, kierując się więc tym niewątpliwie słusznym twierdzeniem proponuję na symboliczny obraz pewną pocztówkę z Międzywojna, której nadałam własny tytuł: „Widziałam jak ją na sankach wywieźli”. Interpretację pozostawiam czytelnikom.

Boże Narodzenie001

Najserdeczniejsze życzenia wszystkiego konkretnego

W latach 50-tych głoszono, że sztuka powinna być narodowa w formie, socjalistyczna w treści. Mając ten cel na oku, składam wszystkim swoim znajomym i przyjaciołom najlepsze życzenia, narodowe w formie, konkretne w treści (posługując się w tym celu pocztówkami sprzed 100 lat). Są one jak najbardziej aktualne z tym, że proponuję złotówki zamienić na euro. I oby się spełniły! Jak najszybciej! Przed następną wypłatą!

Nowy Rok001

Z przepisów kulinarnych mojej prababci – Placki Konstytucyjne

 

To prawdziwy przepis z XIX wieku, aktualny dzisiaj  z powodu zbliżających się świąt Bożego Narodzenia i z powodu nazwy tego placka

kulinaria005

kulinaria006

oto on:

Weź na wagę 6 jaj całych, tyleż cukru tyle mąki ile jaja zaważą. Do miałko utłuczonego cukru wbij te 6 żółtek i trzyj pół godziny potem rozsyp mąkę potem migdałów także tyle co 6 jaj ważą migdały mogą być nie obierane całe  rodzynków także tyle co 6 jaj ale przódy trzeba ubić tych 6 białek i wlać to wszystko dobrze razem wymieszać przeliwać formy do pół i wolnem piec piecem

Najważniejsze wskazanie na dziś więc to:

WOLNEM PIEC PIECEM!

tak trzymajmy póki co!

 

Wolność równość konstytucja

         Jestem pełna uniesienia, wreszcie jestem nie przeciw wszystkim, ale z innymi. Obrażono mnie, nazwano gorszym sortem Polaka. Nie po raz pierwszy. Kiedyś ktoś wskazywał mi topolę, na której powinnam zawisnąć, ale miałam dwoje małych dzieci, więc musiałam żyć dla nich. Wybrałam najprostsze wyjście – zmieniłam pracę. Najciekawsze, że cel przyświecał nam ten sam – precz ze złodziejstwem i tak dalej. Dla mnie to było wyzwanie zawodowe, za to mi płaciła moja firma, żebym poprzez opracowywanie rozmaitych instrukcji wewnętrznych utrudniała złodziejom żywot. Złodziejom towarów w tirach i kolejowych wagonach, naciągaczom wymuszającym odszkodowania  za rzekome stłuczki i co gorsza, hurtownikom tychże. Tyle, że to złodzieje wołali: goń złodzieja! I występowali w skórze solidarnościowej owieczki. Przynajmniej w mojej firmie. A jednak…

         W opowiadaniu z antologii „Niech żyje Polska” t.2 wydawnictwa „Fabryka Słów” z 2006 roku, moja bohaterka opowiadania „Utulić zło”, stara czarownica, trafia na rynek miasteczka, gdzie jego burmistrz nawołuje do palenia czarownic słowami… No właśnie!

         Wykorzystałam fragment przemówienia Jarosława Kaczyńskiego, publikowanego na oficjalnej stronie partii, wówczas jeszcze marginesowego „Porozumienia Centrum”. Kiedy jednak na spotkaniu autorskim próbowałam powołać się na te słowa, ze zdziwieniem odkryłam, że na stronie „Porozumienia Centrum” pozmieniano wszelkie deklaracje tak, aby brzmiały miło i pozytywnie, po misiowatemu po prostu. Pierwszy raz wilk przebrał się w skórę owieczki.

          Dziś znowu zacytuję ten fragment opowiadania:

         „Znalezienie winnego za całe zło tego świata wydaje się wspaniałym odkryciem, ale czarownica wiedziała, że takim nie jest. Wszyscy dookoła zawsze szukali winnego i zazwyczaj go znajdywali. Czarownica też miała już kandydatkę, ujawniającą i wysysającą z otoczenia zło. Sama ją znalazła, sama pozwoliła jej wyciągnąć z siebie jego zbrodnicze osady, bo już była pewna, że zabiła, a właściwie zagryzła Jednookiego, który zapewne wcześniej zatłukł żonę i swoje dzieci. Wiedziała nie wiadomo skąd, ale była tego pewna, że szewc jest nadziany złem niczym kurczak przed pieczeniem, a dziewczyna folusznika czy piekarza ma plany godne najgorszej ladacznicy. Cóż prostszego, jak zawołać:

– Przyszedł wreszcie czas, żeby zniszczyć zło, wytrawić ogniem, zrównać jego ślady z ziemią!

Można stanąć pośrodku rynku w tym miasteczku i w innych miasteczkach podobnych temu i ogłosić tym wszystkim, którzy są nieszczęśliwi i czekają na lepszą odmianę losu, która nigdy nie nadchodzi – że wie się co i jak zrobić, żeby wszystko było lepiej.

Musimy podtrzymywać to, co jest kośćcem porządku moralnego, bardzo dziś zagrożonego porządku moralnego naszego narodu.” „Stworzyliśmy przecież wielki ruch, który był zorganizowaną moralną rewolucją przeciwko złu” „Jeśli mówiłem tutaj o rewolucji moralnej, o rewolucji przeciwko kłamstwu, zniewoleniu, przeciwko oszustwu, przeciwko złu…” „Rodzina, Uczciwość, Przyszłość.”

         Było, minęło. Dziś to wraca czkawką. Ja nie mam już nic do stracenia. Jestem babcią ( w dodatku ezoteryczną), nikt nie musi mnie traktować poważnie. Jestem za stara żeby zamykać mnie w więzieniach, kazamatach i tak dalej. Od nikogo niczego nie chcę. Zamykam się jak kwiat, który wydał wprawdzie owoce, ale nie te, ważne i dostrzegane.

         Żal mi jednak tych młodszych, którzy muszą przejść swoją drogę POD PRĄD i nie bacząc na konsekwencje ( a wierzcie mi, to nie jest bagatela typu: tracę pracę i nie mam za co zapłacić rachunków, a sprawa głębsza – jestem sama przeciw wszystkim i nikt mnie nie ochroni nawet przed moją własną depresją i moimi wątpliwościami – współczuję im, ale też trzymam kciuki za nich – ta, która kiedyś nie wytrzymała presji opinii publicznej.

         Ale wy żyjecie w innych czasach i życzę Wam powodzenia. Jestem z Wami!

 

Kwadratowe oczy

I ostatni już mój rysunek z tej serii, choć prawdopodobnie najwcześniejszy, bo zawierający marcowe daty spotkań w 1984 roku.

Po lewej, emocjonalnej stronie widnieje dziewczyna o przerośniętej głowie i mini ciałku, obok niej stworek z dużymi uszami i zagwożdżoną głową, niczym lufa kolumbryny w „Potopie” Sienkiewicza. Skojarzenie to jest uprawnione, bo wówczas omawialiśmy cechy charakterystyczne języka, stworzonego przez Sienkiewicza na użytek tej powieści.

rysunki008

         Dziewczyna ma rozwiane, sterczące niczym anteny włosy, zawiązane ciemną chustką usta, ciężkie kule na łańcuchach w postaci kolczyków (takie miałam właśnie wtedy, przywiezione z ZSRR. jako lokata w złocie), duże okulary w okrągłych oprawkach (jakie wówczas nosiłam). Więc to na pewno byłam ja. Tylko skąd te kwadratowe oczy?

         Plącze mi się z tamtych lata jakaś zasłyszana fraza: …uszy na gumce, oczy na szypułkach… i coś tam, coś tam.

         Zapewne jest to ilustracja stanu, kiedy nie można nic powiedzieć (zawiązana szczęka) i dlatego odczuwa się wzmożony odbiór zmysłowy. Ciężar kul na uszach, wyostrzone spojrzenie i towarzyszący stworek jako homunkulus, obiektywizacja spostrzeżeń zmysłowych, mający umożliwić człowiekowi udział w procesie tworzenia i poznanie wszelkiej wiedzy.

         Jednak ten homunkulus ma istotne różnice ze swoim wzorcem, homunkulusem czuciowym, reprezentującym najbardziej rozwinięte części kory mózgowej, o wielkich dłoniach, ustach, stopach i genitaliach. Jest homunkulusem okrojonym, któremu odjęto środki wyrazu: – gestykulujące ręce, przenoszące go w przestrzeni stopy, wymagający poczucia wolności erotyzm, czyli genitalia, wypowiadające słowa usta. Ten homunkulus może tylko słuchać i patrzeć. I blokować uczucia, zamiary i pragnienia w oczekiwaniu na lepsze czasy.

         Po prawej stronie – obiektywnej – znajdują się rzeczy i przedmioty, które widzi lub słyszy dziewczynka. Na samym dole rysunku młot – symbol przemocy. Na razie leży spokojnie, ale kto wie, kiedy się zaktywizuje? Po prawej głowa pajaca z nadbudowaną wieżą. Możliwe, że ma obrazować dyktaturę pajaców wyniesionych ponad rzeczywistą wartość. Na górze przedmioty ilustrujące trudy kartkowego życia codziennego: dzbanek, filiżanka, powiewający materiał. Każda z tych rzeczy reglamentowana, wymagająca wysiłku w zdobyciu. I wreszcie środek rysunku: jakiś fantazyjnie rozwinięty ozdobnik, możliwe, że ideologia, która to wszystko, tę zdekompletowaną, przemeblowaną rzeczywistość ma spajać, a jest tylko czymś bez znaczenia i sensu choć nadmiernie rozrośniętym.

         Czy to pokłosie stanu wojennego, mocą inercji rozciągniętego w czasie, kiedy nie był już w swojej końcówce tak dolegliwy, zarejestrowane kwadratowymi oczami? Kto wie jaki homunkulus wówczas siedział we mnie?

Nadrealistyczny krzyk

         16 maja 1986 roku tematem wykładu był nadrealizm. Przypominam sobie definicję — odnajduję ją na stronie z ofertami darmowej pomocy w zadaniu domowym.

http://zadane.pl/zadanie/1686408

wg witryny ma cechy, które można wymienić w 5 punktach:

„NADREALIZM:

  1. Źródłem dynamiki staje się wyobraźnia
  2. Tworzenie bez rozumu, automatycznie,
  3. Mieszanie fantazji z rzeczywistością i snami
  4. Poczucie tragizmu losu ludzkiego i tragizmu sytuacji historyczne
  5. Wyzwolenie sztuki spod wszelkich kanonów i reguł.”

         Zgodnie więc z punktem nr. 2 rysunki automatyczne spełniają kryterium twórczości w konwencji nadrealistycznej. Wówczas nie widziałam tego w ten sposób. Twórczość Salvadora Dalego robiła na mnie wrażenie od początku do końca całkowicie przemyślanej i na chłodno komponowanej. Nie widziałam w niej żadnego podobieństwa do snów, które przecież na ogół są niewyraźne, rozmyte, niedookreślone. Już bardziej do surrealizmu tak definiowanego pasował mi Edward Munch, z jego obrazem „Krzyk”, którego zalicza się do grupy ekspresjonistów. Ale nie jestem krytykiem sztuki, tylko amatorem, więc pewnie się mylę i to, co widzę, nie jest tym, co wiem.

         Teraz proszę spojrzyjcie na mój rysunek z 16 maja 1986

rysunki007

         Czyż główka kobiety z kartki po lewej stronie, w jej górnym, prawym rogu nie nawiązuje wyrazem twarzy do tego obrazu?

         Jednak zawiera ona jeszcze jedno odwołanie. W wieku 12 lat, kiedy namiętnie rzuciłam się do rysowania i malowania, zapełniając głowami wszystkie zeszyty szkolne (od końca, w nadziei, że lekcje nie spotkają się z rysunkami) zobaczyłam kiedyś kobietę, której kształt głowy mnie zafascynował. Owalem twarzy przypominała makówkę, a kok na szczycie głowy, zwieńczony szylkretowym grzebieniem, jakąś koronę. Rysowałam tę głowę w wielu odmianach od głowy kobiecej do makówki, aż kiedy dorwałam się do farb olejnych, namalowałam ją i powiesiłam w swoim pokoju. Wówczas uznałam motyw za wyczerpany i inne fascynacje zajęły jego miejsce. Tymczasem motyw kobiety/makówki powrócił w tym rysunku trzydzieści lat później.

         Na dole strony znajduje się głowa w rodzaju jakiejś zjawy, oczywiście przypłaszczona (mikrofonem, wiatrakiem, innym sprzętem?) czymś, co z wyważonego kształtu i ergonomicznego uchwytu przeznaczone jest do spłaszczania ludzkich głów.

         Czy tym jest właśnie nadrealizm? Bynajmniej nie wyzwoleniem sztuki spod wszelkich kanonów i reguł – jak głosi bryk – czy może spłaszczeniem i redukcją widzialnego świata według innych reguł? Pozostawiam Was z tą zagadką. Dodam tylko, że prawa strona kartki, bardziej zdystansowana i zgodniejsza z rzeczywistością, przedstawia dziewczynę, do której wysyła emanacje pudełko nad jej głową, a emanacja ta tworzy kulę na jej szyi, tuż obok głowy, która, być może, w przyszłości głowę tę zastąpi.

         Możliwe więc że spełniony zostaje czwarty warunek twórczości nadrealistycznej – oddanie poczucia tragizmu losu ludzkiego i tragizmu sytuacji historycznej…

Kobieta Przepołowiona

rysunki005

         Na kolejnej stronie  rzecz się komplikuje. Część w prawym dolnym rogu poprzez strzałkę odnosi się do strony poprzedniej czyli do Pająka z rogami. A zespół środka składa się z pająka w związku z motylem, z której to relacji rodzi się doniczka z kwiatkiem w okienku.

         Pozostałą część po obu stronach to już inna zagadka. Czy superego to istotnie dwugłowy orzeł z wężem w pysku?  I jaki ma to związek z Przepołowioną Kobietą? Zacznijmy od Przepołowionej.

         Na górze zwiewna kiecka jakiejś kobiety od pasa w dół (tu refleksja: kiedy byłam młodą dziewczynką moja mama mnie upominała: Kobieta powinna myć się także od pasa w dół) I ta dziewczyna od pasa w dół tańczy wśród kwiatków.

         Poniżej jednak widnieje dziewczęca główka i nóżki zadarte w górę. Miedzy Przepołowioną Kobietą a poprzednią stroną biegnie długa strzałka. Z tamtej, prawej, (obiektywnej, zdystansowanej, obserwacyjnej – jak ustaliła wnikliwa komentatorka ewazofia) od komentarza: seksualność znakiem innych wartości oficjalny wyraz strzałka prowadzi do przepołowionego dziewczęcia i notatki: indywidualny wyraz. Superego zaś, jako komentarz, zestawione jest z oficjalnym wyrazem. Poniekąd to zrozumiałe. Superego to cenzor; seksualność sama w sobie jest bzdetem, dopiero na służbie Oficjalnych Wartości uzyskać może nieco szacunku. Kiedy jednak strzałka wychyli się w stronę mniej oficjalną, najpierw aktywizuje frywolny taniec wśród kwiatków, niczym pracownice klubu Go-Go z różowymi parasolkami, które najbardziej chyba drażniły Ich Cenzorskie Moście; potem zaś uwagę kieruje na inne Fiki-Miki, już nie tak niewinne. Nie da się ukryć, iż ich bohaterka twardo ląduje pyskiem (tfu, przepraszam, brodą) na strzałce prowadzącej do strony poprzedniej, czyli Pająka z Rogami. Sugestia jest taka: Widzisz niecnoto, dokąd cię to zaprowadzi?

         Jednak świat nie jest tak prosty, jak się wydaje i ewoluuje czasem w przedziwnych kierunkach. Pająk z Rogami i pułapką może w swój włók pochwycić Pięknego Motyla powstałego z Przepołowionej Dziewczyny, co zaowocuje domem i rodziną z banalnymi kwiatkami w doniczce w okienku byłej panienki. Rysunek nosi podpis: Zespół środka. Czym był albo jest Zespół środka? Trudno orzec bez zapamiętania lektur, które były podstawą wykładu, a tych już dawno zapomniałam. Mogę tylko spekulować, że jest to miejsce (przestrzeń) pomiędzy oficjalnym, a indywidualnym wyrazem seksualności, czyli Rodziną, gdzie i wilk syty i owca cała; czyli można legalnie to i tamto. Zagadka tutaj tkwi w czymś innym, mimo, że znak zapytania postawiłam przy doniczce z kwiatkiem, stanowiącej jakby kropkę w pytajniku. Zagadką jest litera Zet pisana inaczej niż zwykle. Z ogonkiem. Nie jest to grecka zeta, ale coś zbliżonego do Z w cyrlicy. Widziałam takie Zet w starych dziewiętnastowiecznych listach czy dokumentach. Może ktoś wie, co oznacza ten znak, jakie jest jego pochodzenie i czego symbolem może być w przypadku tego rysuneczku. Symbol jest ważny, bo poprzedza go znak równania, stanowi więc jakby podsumowanie całego toku myślenia.