Skurczony świat

Koleżanka w starości  – przy lampce koniaku i eklerce

-.O czym nikomu nie powiem. Nie powiedziałam dotąd. Teraz mówię tobie, bo chcę żeby to zostało, może chcę, ale nie wiem po co. Jak wiesz, na szerokim parapecie okna mam mnóstwo kaktusów, takich kłujących. Nie lubię ich, ale moja mama je miała i ja też, tak pewnie z rozpędu je hoduję. Nie potrzebuję wiele wody i zawsze wyglądają porządnie, tylko nie trzeba ich dotykać. Tak jak starych ludzi. Gorzej że przedostają się do moich snów.

Czasami przede mną stoi wielki kaktus. Zbliżam się do niego, przyglądam się i nagle jakaś jego część wczepia się we mnie, poniżej granicy serca. Zostaje na zawsze. Pojedyncze kolce czasem udaje się wyciągnąć, usunąć, ale najwięcej zostaje już na zawsze. Z czasem przestają nawet ranić, przestają boleć, nie czuje się ich, chyba że wykona się może jakiś niewłaściwy ruch, ale one zawsze są, już na zawsze są. Czasem i te wyciągnięte. I właśnie przez to, że odzywają się od czasu do czasu, ni stąd ni zowąd, nieproszone, niechciane pojawiają się i chwilę bolą.

Opowiadam mu coś
– Suchar.
– Ale ja pamiętam.
– Nie możesz tego pamiętać

Pyta:
– Co u ciebie?

Odpowiadam:
– Ach dzisiaj miałam trudny dzień.
– Co ty takiego trudnego mogłaś robić?

Odpowiadam:
– Robiłam to i tamto, musiałam obrać dużo kartofli bo, marzyły mi się placki, w dodatku jeszcze…

Orientuję się, że nie pyta naprawdę, więc przerywam. Taka cisza jest głupia jakaś, więc chcę powiedzieć coś ciekawszego.

– wczoraj widziałam w telewizji…
– Och ty z twoją telewizją! Znowu oglądasz jakieś głupoty!

Czekałam ale już nie czekam.

– Jak będziesz w aptece, proszę kup mi jakieś proszki do ssania na chrypę. Od dawna nie mam już czystego głosu, Sama siebie nie mogę słuchać, zresztą to głupio: Chrypieć – nawet mówiąc do siebie.