Oczy Anioła

czyli ślepa wiara w opowieści

Dlaczego dalej działa oszukańcza metoda “na wnuczka”? Od tylu lat mówi się i pisze o naciągaczach pozbawiających naiwnych starszych ludzi, nienawykłych do współczesności, gdzie silniejszy  w jakimś stopniu stara się słabszego oszukać, czasem pozbawić  dorobku całego życia jednym telefonem. I mimo tego, dalej ludzie dają się oszukiwać pod wpływem opowiedzianych przez telefon niewymyślnych najczęściej historyjek, w dodatku łatwo dających się zweryfikować. Czemu nie zadzwonią do wnuczka/i i nie spytają co u nich słychać? Dziś, kiedy każdy ma telefon?

Zadaję sobie to pytanie i, być może, znajduję odpowiedź.

W grupie seniorów 60,70 i 80 lat na FB czyli Meta opublikowano taką durnostojkę literacką, podpisaną przez kogoś, kto nazywa sam siebie “Oczami Anioła”, czyli  pokrzepiacz głupich serc: Nawet, a może zwłaszcza, takie teksty należy czytać ze zrozumieniem, które to zalecenie mieli mi za złe niektórzy dyskutanci, do tego stopnia, że zwyzywano mnie od “polonistek” (?).

oto ona: “Pewna historia

Syn zabiera swoją starszą mamę do restauracji, aby cieszyć się pysznym obiadem. Jego mama jest dość stara i dlatego trochę słaba. Podczas jedzenia, trochę spada jej na koszulę i spodnie. Pozostali goście gapią się na kobietę z obrzydzeniem, ale jej syn pozostaje spokojny.

Po zjedzeniu syn, który wciąż nie jest zawstydzony całością, idzie z mamą do łazienki. Tam wyciera jej skrawki jedzenia z pomarszczonej twarzy, próbuje zmyć plamy z ubrań, oraz z miłością czesze jej siwe włosy.

Kiedy dwójka wychodzi z łazienki, cała restauracja jest pełna ciszy. Nikt nie może pojąć, jak można publicznie się tak zawstydzać. Syn jeszcze płaci rachunek i chce odejść, wstaje pewny starszy pan z pośród gości i pyta go: „Nie sądzisz, że coś tu zostawiłeś?”

On na to „nie, nie nic nie zostawiłem”. Ale odpowiedź dziwnego mężczyzny brzmi: „A jednak zostawiłeś!” Zostawiliście tu lekcję dla każdego syna, a nadzieję dla ich matek! W restauracji jest teraz tak cicho, że nawet nie słychać było oddechów.

Jednym z największych zaszczytów jest troszczyć się o tych, którzy kiedyś troszczyli się o nas. Z całym czasem, wysiłkiem i pieniędzmi, które poświęcili nam rodzice przez całe życie, oni i wszyscy starsi ludzie zasługują na najwyższy szacunek” (Rządek czerwonych serduszek).

Skaczące serduszka, rysuneczki, kwiatuszki itp.

Wzruszyliście się? To świetnie! Teraz pomyślcie rozsądnie:

Napisałam, bo mnie podkusiło

– Jak wszystkie takie historyjki, ta ma usterki logiczne. Dlaczego syn musiał iść aż do łazienki, żeby wytrzeć mamie buzię ? Mógłby, a nawet powinien to zrobić spokojnie na sali w restauracji, serwetką, która zapewne tam była albo chusteczką jednorazową, którą się ze sobą się zazwyczaj nosi. Koniecznie musiał robić tyle hałasu przy swoim działaniu? I kazać mamie dalej jeść z brudną buzią i mokrymi spodniami? Czy mama musiała siedzieć spokojnie sporo czasu na oczach gapiących się restauracyjnych gości?

Replika pojawia się natychmiast:

-….chciał żeby mama w pełni czuła się czysto..tak, jak mama jego obmywała.. to chyba logiczne proszę Pani..

-????

– Nieprawdziwe, sztucznie wymyślone; rozumiem gdyby potem, po pierwszym otarciu brudu poszedł z mamą do łazienki, ale on trzymał ją przy stole cały czas do końca kolacji z brudną buzią, Żeby wszyscy zobaczyli jaki to on jest dobry syn. Z daleka wieje nieszczerością. Należy najpierw wytrzeć buzię, a dopiero po jakimś czasie można iść do łazienki. To chyba jest logiczne postępowanie, a nie czekanie z umyciem buzi do końca posiłku. Ludzie, myślcie logicznie!

– Różnie można to interpretować, a najlepiej aż tak się nie zagłębiać i nie dopatrywać szczegółów, bo po co…chodzi o sens…

– Dlaczego lepiej się nie zagłębiać? Czy myślenie boli? Czyż nie lepiej wykrywać nieszczerość? No właśnie, chodzi o sens, a nie o interpretację

– no i sens był taki, że syn swoją mamę nakarmił,obmył i przytulił! A o coś jeszcze chodziło? Czy pani jest polonistką, że aż tak dogłębnie analizuje tę historię? A może po prostu autor wymyślił całą opowieść? Może trochę empatii? Pozdrawiam

– Czy logiczne analizowanie czyjeś opowieści to coś, co dyskwalifikuje kogoś? Czy jeżeli ktoś chce mnie oszukać, a ja się nie daję, bo wykazuje jego błędy, to brak empatii? Tak, wcale się tego nie wstydzę, braku empatii także nigdy mi nie zarzucano. W dodatku umiem się postawić w sytuacji tej pani i wiem że postępowanie syna wcale by mi się nie podobało. 

Z dalszej dyskusji się wyłączyłam, zwłaszcza, że “przy okazji”, jakich wiele ostatnio na FB w grupie pojawił się ktoś namawiający dyskutantów do zagrania na jakimś portalu i wygrania niebotycznych sum. Reszty dyskusji nie warto przytaczać. Dowodnie wykazała, że sytuacja była zbyt skomplikowana, jak na umysły niektórych dyskutantów, którzy na okrągło powtarzali swoje argumenty i chcieli wierzyć, mimo wszystko w dobre intencje  opowiadacza posługującego się nickiem “oczy Anioła”. Niektórzy z dyskutantów woleli zamiast dalej się zastanowić upowszechniać kolejny raz historyjkę w innej grupie w nadziei, że nikt nie zaprzeczy jaka jest piękna i mądra. Jej udostępnienie widziałam na innych grupach. Chciałabym napisać, ale nie napisałam już, że:

Ja tylko pragnę przestrzec: dając wiarę jawnie nieszczerym opowieściom ,sami zachęcacie do tego, że gdy zadzwoni ktoś jako kolega wnuczka, który musi natychmiast zapłacić albo policjant ścigający złodziei kradnących “metodą na wnuczka” wybierze właśnie was. Lepiej żebyście czytali lub słuchali ze zrozumieniem takich łzawych opowieści, jak owa, zaserwowana przez “Oczy Anioła” przypowieść o dobrym synu, zakwestionowaną przez wredną polonistkę. Możliwe, że właśnie publikując ją przestępcy odnajdują ludzi dobrych, empatycznych, choć naiwnych, których warto zaprosić do grona znajomych i wykorzystać. Wiele jest grup odwiedzanych przez emerytów i tam szuka się ofiar.

Dlaczego jednak ludzie tak kochają owe historyjki, że wyłącza się ich zdrowy rozsądek?

Dla mnie wyjaśnienie jest jedno: Prawdziwe życie starych ludzi jest pełne bólu i zmartwień, a także samotności. Cóż, że wnuczek od lat nie odwiedził babci, czasem tylko zadzwonił z życzeniami z jakiejś okazji? Babcia chce wierzyć, że więź rodzinna, co do siły i znaczenia jej utwierdzali ją rodzice przed wielu laty, istnieje naprawdę, że młodzi są zabiegani i nie mają czasu żeby się pokazać, więc ja, samotna babcia czy dziadek pokażę, udowodnię, że nie jestem sama na świecie i komuś jestem jeszcze potrzebna. Mogę udowodnić sens swojego istnienia na tym świecie, chociaż jestem stara i z pozoru samotna.

Kosztowny dowód, nieprawdaż?

 

 

Skurczony świat

Koleżanka w starości  – przy lampce koniaku i eklerce

-.O czym nikomu nie powiem. Nie powiedziałam dotąd. Teraz mówię tobie, bo chcę żeby to zostało, może chcę, ale nie wiem po co. Jak wiesz, na szerokim parapecie okna mam mnóstwo kaktusów, takich kłujących. Nie lubię ich, ale moja mama je miała i ja też, tak pewnie z rozpędu je hoduję. Nie potrzebuję wiele wody i zawsze wyglądają porządnie, tylko nie trzeba ich dotykać. Tak jak starych ludzi. Gorzej że przedostają się do moich snów.

Czasami przede mną stoi wielki kaktus. Zbliżam się do niego, przyglądam się i nagle jakaś jego część wczepia się we mnie, poniżej granicy serca. Zostaje na zawsze. Pojedyncze kolce czasem udaje się wyciągnąć, usunąć, ale najwięcej zostaje już na zawsze. Z czasem przestają nawet ranić, przestają boleć, nie czuje się ich, chyba że wykona się może jakiś niewłaściwy ruch, ale one zawsze są, już na zawsze są. Czasem i te wyciągnięte. I właśnie przez to, że odzywają się od czasu do czasu, ni stąd ni zowąd, nieproszone, niechciane pojawiają się i chwilę bolą.

Opowiadam mu coś
– Suchar.
– Ale ja pamiętam.
– Nie możesz tego pamiętać

Pyta:
– Co u ciebie?

Odpowiadam:
– Ach dzisiaj miałam trudny dzień.
– Co ty takiego trudnego mogłaś robić?

Odpowiadam:
– Robiłam to i tamto, musiałam obrać dużo kartofli bo, marzyły mi się placki, w dodatku jeszcze…

Orientuję się, że nie pyta naprawdę, więc przerywam. Taka cisza jest głupia jakaś, więc chcę powiedzieć coś ciekawszego.

– wczoraj widziałam w telewizji…
– Och ty z twoją telewizją! Znowu oglądasz jakieś głupoty!

Czekałam ale już nie czekam.

– Jak będziesz w aptece, proszę kup mi jakieś proszki do ssania na chrypę. Od dawna nie mam już czystego głosu, Sama siebie nie mogę słuchać, zresztą to głupio: Chrypieć – nawet mówiąc do siebie.

 

Poruszające się lalki

Ogłaszałam niedawno konkurs na esej o poruszających się lalkach. Niestety, nikt się nie pokusił o napisanie takiego tekstu, chociaż znalazło się kilka osób, które wracając myślami do dzieciństwa wzruszyły się swoimi wspomnieniami związanymi z zabawkami: tymi, które miały I tymi, których nie dostały, tymi, o których śniły i które rzekomo śniły o nich, o dzieciach, o ich właścicielach i rodzicach. Dlatego muszę ja się podzielić pamięcią o moich zabawkach.

Najważniejszym pytaniem, jakie chciałoby się dorosłym już dzieciom zadać, jest pytanie o cel poruszania się lalek. Bo że poruszają się w nocy, gdy nikt na nie nie patrzy jest pewne i od dawna wiadome. Aby odpowiedzieć na to pytanie wygodniej może prześledzić problem na lalkach dla dorosłych, potem zaś spróbować odnieść wynik ustaleń do dzieci, których stan świadomości jest zazwyczaj mniejszy, niż osób dorosłych.

W książce Olgi Tokarczuk „Empuzjon” znajdują się epizody związane z odkryciem w lesie wytworów ludzkich rąk w postaci tak zwanych „Puppe” – kukieł sporządzonych z mchu, kawałków drewna, zeschłych igieł, grzybów, huby, szyszek, gałązek, a także kamieni, które wzbogacono rysunkiem oczu i ust oraz upodobnieniem ich do kobiecych piersi. „Postać miała rozrzucone na bok ręce i nogi, a między nogami – to od razu przyciągało uwagę każdego patrzącego – znajdowała się ciemna wąska dziurka, tunel w głąb tego organicznego, leśnego ciała”.- jak opisuje leśną lalkę autorka. Kukła ta sporządzona została prawdopodobnie i wykorzystywana przez leśnych robotników – wypalaczy drewna dla obniżenia napięcia seksualnego. Można więc powiedzieć, że pełniła ona rolę zastępczo, za niedostępne w danej chwili kobiety.

Wróćmy teraz do lalek dzieci. Otaczający je świat ludzki jest niezrozumiały w wielu aspektach, często nieprzyjazny I dzieci chciałyby mieć nad nim kontrolę. Niewiele jednak jest rzeczy, które dzieci mogą kontrolować. Często zabrania im to świat dorosłych, często zaś nie umieją tej kontroli sprawować. Lalki będące własnością dziecka potencjalnie mogłaby zostać poddane kontroli; po to jednak, żeby zachowywały się zgodnie z dziecięcym oczekiwaniem, musiałyby się poruszać, rozmawiać, mieć osobowość odpowiadającą wyobrażeniu dziecka.

Niestety, dzieci nie umieją kontrolować świata. Ich wyobraźnia potrafi uruchomić lalki stojące na półce w ciemności, nie umieją jednak wymóc na nich, aby zachowywały się zgodnie z oczekiwaniami i w dodatku przejawiały własną osobowość. Dlatego często poruszające się lalki stanowią w umyśle dziecka zagrożenie, zwłaszcza wówczas, jeśli ze świata otaczającego dziecko płyną nieprzyjazne sygnały. 

Wskutek tego niektóre lalki bywają znienawidzone. Są dzieci, które przypisują im cechy czyniące tę nienawiść  słuszną i zrozumiałą. Potem, na starość nienawidzą całej grupy lub całych grup lalek, nazywanych KO, PIS, komuniści i złodzieje, Iran, Hamas, Huti i takie inne potwory. Skłonione do wypowiedzi twierdzą, że nie mogą na nie patrzeć, ani ich słuchać. A przecież sami je wymyślili (choć może pod czyjeś dyktando?) Poruszające się lalki zawsze są zagrożeniem, kto je tak naprawdę wie, jakie spiski na ludzi uknuli?