Kapelusze

To, co budziło moje zainteresowanie na ślubie w angielskich sferach wyższych, to kapelusze pań. Sukienki były proste, choć czasem wymyślne, za to kapelusze nadrabiały z nawiązką tę udawaną prostotę.

Nie mam zrozumienia dla podobnych uroczystości, przeciwnie, raczej mnie nudzą i denerwują. Także stroje obecnych – przynajmniej na samym ślubie –  nie budzą zachwytu i nie wytrzymują konkurencji z pokazami mody. To skutek wychowania w siermiężnym kraju, gdzie w ogóle noszenie jakiegokolwiek kapelusza przez kobietę, było wyzwaniem stawianym ustrojowi. Nosiły je jedynie starsze panie, jakieś przeżytki czasów, gdy popularnym zawodem była modystka, nam, młodym, znana jedynie z lektur. Normalna kobieta nosiła chustkę na głowie, choć przyznaję uczciwie, że można było ją wiązać na różne sposoby.

Zdjęcie pierwsze od lewej przedstawia zwykłe wiązanie chustki, kolejne typowo wiejskie wiązanie z przykrytym czołem (na wschodzie Polski zazwyczaj białej), ostatnie w rzędzie tzw. modne wiązanie w zimie. W rzędzie poniżej odpowiednio pierwsze i drugie zdjęcie ukazuje wiązanie przy pracy w lecie, gdy pot spływał z czoła, a włosy przeszkadzały, ostatnie zaś (nomen omen) modne wiązanie chustki na tzw. faraona, po którym już chustki definitywnie wyszły z mody. Różniło się ono od poprzednich tym, że nie składano chustki po przekątnej, tylko wykorzystywano rogi na jednym boku kwadratu. Dwa sąsiednie wiązano nad czołem, pozostałą część spuszczając na plecy i potem zarzucając na czoło, a pozostałe dwa rogi wiążąc na karku, ukrywając węzeł pod spływającą chustką i szeroko rozkładając powstałą kieszeń. Pierwsze dwie chustki w dolnym rzędzie były możliwie najmniejsze, często tylko trójkątne, a nie składane z kwadratu w trójkąt, ostatnia zaś, możliwie jak największa i często wykonana ze świecącej, jednobarwnej  podszewki, podczas gdy pozostałe były raczej kolorowe. Współczesne chustki mają inną fakturę tkaniny, są raczej śliskie i powiewne, dawne zaś były szorstkie i sztywne, żeby lepiej trzymały się na włosach. Dlatego chustki na moim selfie nie wyglądają identycznie, jak ówczesne Poniżej moje zdjęcia z młodości w takich chustkach:

Dopiero w latach sześćdziesiątych panie (a nie kobiety!) nieśmiało zaczęły nosić kapelusze. Były one początkowo proste, czarne albo szare, ze wstążką tylko o ton jaśniejszą lub ciemniejszą. Ja zadawałam szyku starym przedwojennym kapeluszem ojca, z ciemnej pilśni z szerokim rondem i męską wstążką z rypsu. Kapelusz był elegancki, niestety ja, dość niska (choć wówczas mój wzrost 1,58 określano jako średni) czułam się nieco  przez tę elegancję przytłoczona. Nie przypominam sobie wówczas kapeluszy kolorowych (poza słomkowymi na jarmarkach), ale na co dzień nikt ich nie nosił.

Oglądając paradę kapeluszy na ślubie angielskiej pary, przypomniałam sobie, jak bardzo za PRL wyśmiewano wszystko, co odbiegało od standardu ubrań, fryzur i w ogóle wyglądu. Zupełnie inaczej myślano o kolorach – płaszcz królowej angielskiej i stroje arystokracji uznano by wówczas za „jarmarczne”. Inna rzecz, że ówczesne tkaniny, głównie z surowców naturalnych, jak wełna i bawełna i metody ich barwienia, nie pozwalały na osiąganie obecnych efektów. Jednak wbudowano mi przekonanie, że np kolor czerwony i inny jaskrawy, są niestosowne dla eleganckiej kobiety.

Moją ulubioną barwą był turkus i butelkowa zieleń, nie znosiłam zaś brązów i szarości, także różu, szczególnie w postaci „brudny róż” – obowiązkowego koloru majtek i halek damskich, a kolor żółty, w myśl ówczesnych przekonań, był stosowny jedynie dla brunetek. Jednak wszystko były to barwy typu „przydymione”. Pamiętam swoją radość, gdy w sklepach pojawiła się biała damska bielizna, a nieco później nawet czarna. Na fali mody na filozofię egzystencjalistów, która właśnie dotarła do Polski, kobiety zaczęły nosić czarne sukienki, co prawdopodobnie pociągnęło za sobą konieczność noszenia czarnej bielizny.

W ogóle świat tamtych czasów był brudnoszary, jak czarno białe filmy lat pięćdziesiątych i czarno biała telewizja. Amatorskie fotografie, marnej jakości i na najtańszym papierze, własnoręcznie obrabiane przy nikłym świetle czerwonej żarówki, wkręcanej w łazience (gdzie nie było okna), nie przekazały barw, które czasem się trafiły. Pamiętam do dziś moją turkusową sukienkę, robioną własnoręcznie na drutach z francuskiej włóczki boucle, przywiezionej mi przez kogoś, pełnej supełków, nadających dzianinie niepowtarzalną fakturę, którą zadawałam szyku w towarzystwie, a wyglądającą na fotografii, jak szara szmata.

Przy okazji chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną ciekawą rzecz, która mnie uderza, zarówno we wspomnieniach „chustkowych”, jak i obrazkach z z krajów islamskich. Widać tam wyraźną tendencję (podobnie jak na polskich wsiach u bardzo starych ich mieszkanek, wcześniej u większości kobiet), noszenia chustki w taki sposób, że zasłania ona czoło. Ten pęd do zasłaniania czoła, nie wiadomo czym kierowany, widać wyraźnie także we współczesnych zdjęciach główek w prasie. Pisałam o tym kiedyś w odcinku Babci ezoterycznej „Magiczne obcinanie czoła”
http://www.taraka.pl/magiczne_obcinanie_czola

Kapelusze pań na ślubie angielskiej książęcej pary, jakkolwiek jawiące mi się dość śmiesznymi i nie zawsze twarzowymi, wydają się dowodem, że żadna etykieta, nawet najbardziej restrykcyjna, nie obejdzie się bez wykwitów oryginalności za wszelką cenę. Stopień tej oryginalności, możliwe że świadczy o stopniu wewnętrznej wolności obserwowanych osób. Przynajmniej tak mi się wydaje – że przekłada się też na wolność danego społeczeństwa.

3 myśli nt. „Kapelusze

  1. Moja śp. Mama, rocznik 1904 wspominała, że ze Lwowa po kapelusze… jeździło się do Wiednia. Targowisko próżności obserwowane przez media, z okazji tego ślubu, będzie początkiem końca ( w co wierzę i życzę) absurdalnej fascynacji dziedzicznym splendorem.Rashenschade popełnione przez wnuka JKM jest tym, co Windsorów zniszczy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *