Matki

Matczyna miłość do dziecka nie jest na prawdę miłością, a czymś zupełnie innym. Jest biologicznym, prymitywnym pędem ochrony dziecka, czymś odmiennym od miłości w zwykłym tego słowa znaczeniu, gdzie powinna istnieć równowaga dawania i brania. Z własnego doświadczenia wiem, że w obronie dziecka można zabić lub popełnić inne przestępstwo, nie bacząc na poglądy, rozum i ewentualne skutki. Kobieta zmienia się w zwierzę, w sukę, nie zważającą na skutki swojego postępowania. Na szczęście większość matek nie musi zmierzyć się z takim doświadczeniem.

Z wyjątkiem matek dzieci niepełnosprawnych. Pępowina łącząca matkę z takim dzieckiem nie zostaje nigdy przerwana. Ze zwykłymi dziećmi  w miarę upływu czasu rozluźnia się, jeśli nie związek uczuciowy, to jednak praktyczne opiekowanie się i nadzór, z tymi –  nie. Wszechobecna obawa o ich zdrowie i życie, obserwacja cierpienia,  liczne operacje, zawiedzione nadzieje i świadomość, że nigdy nikt ich nie zastąpi, mąż, żona, partner czy partnerka nie dostrzegają czasem człowieka w zniekształconej powłoce, a decydenci spoza wózków i pieluchomajtek, stanowiących realia upokorzenia – to tylko część obciążeń, jakie do krańca swojego życia, ponoszą te matki.

Wyobraźcie sobie miłość w pieluchomajtkach! Każdy sentyment może od tego prysnąć, nie mówiąc już o stałym związku A jeżeli dziecko w dodatku nie jest w pełni sprawne umysłowo? Lepiej mu czy gorzej? Matki nie mają takiego dylematu. Jeśli go miały – dawno wyzbyły się ciężaru macierzyństwa, a więc przestały być matkami.

Dla dziecka matka jest ostoją, jedynym dostępnym światem, obrońcą i siłą. Jeżeli ten kolos, na przykład zapłacze , świat dziecka potrafi się zawalić, bowiem nie ma już żadnej opoki i żadnego oparcia. Jeżeli ktoś szarpie jego mamę, nie pozwala jej na swobodne zachowanie, niepełnosprawne dziecko w wielokrotności odczuwa ból i lęk. Wszak dalej jest dzieckiem z nie do końca odciętą pępowiną. Żadne głupie wyjaśnienia polityków, żadne argumenty facetów o nażelowanych czubach, jak pan urzędnik o ptasim nazwisku, zmorze szkolnych dyktand, czy inni wygarniturowani, w krawatach i błyszczących spinkach u rękawów koszul,  żadne opinie żadnego Centrum Informacyjnego nie zmienią faktu, że ktoś użył siły wobec ich mam. Świat dzieci wali się i nasz świat z nimi także.

Telewizja serwuje przykłady, że można zabić własne dziecko, politycy serwują przykłady, że można troszczyć się o nie teoretycznie albo jedynie chwilowo, a matki zostają zawsze same. Także przy okazji Dnia Matki – który także obchodzi się raczej sztampowo i bezrefleksyjnie. Jakieś życzenia, może kwiatek, albo i tego nie. Ja protestowi matek niepełnosprawnych dzieci zawdzięczam chwile zastanowienia i, mam nadzieję, wiele osób śledzących związane z nim wydarzenia także.

Dawno, dawno temu w Polsce pokazywano amerykańską wystawę fotograficzną „Rodzina człowiecza”. Macierzyństwu poświęcono na tej wystawie poważny dział. Mnie utkwiła na wiele lat w pamięci fotografia z podpisem „Jestem sama ze swoim smutkiem”. Jak większość matek.

2 myśli nt. „Matki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *