Sierotka z powieści

Nabiera ostatecznego kształtu moja powieść „Sierotka”. Ma już numer ISBN i kod kreskowy. Ustalana jest wielkość druku, grubość okładki, to, czy będzie lakierowana, i inne szczegóły, a sama okładka znana jest już od jakiegoś czasu. Upłynęło blisko pięćdziesiąt lat, zanim obserwacje dokonane w latach sześćdziesiątych znalazły swój literacki wyraz.

Z opinii krytyka literackiego:

Kiedy rodzisz się tu kobietą, jeszcze na wsi gdzieś na ścianie wschodniej, to jakbyś startowała z kamieniem u szyi.

W 1967 roku w Gdańsku zrobione zostało zdjęcie, które przedstawia przyszłych bohaterów tej powieści. Po prawej – moja ówczesna pomoc domowa – Janeczka – która była wstępną inspiracją – zresztą dość dowolną, mojej bohaterki. Z biegiem czasu dołączyły do niej moje koleżanki z zaocznych studiów oraz panie, z którymi przebywałam na wieloosobowej sali w szpitalu w Siemiatyczach, gdy wylądowałam tam pewnej nocy  i których opowieści o trudnym życiu podlaskich kobiet wysłuchiwałam. Nasze życie było wówczas poważnie zagrożone i wszystkie opowieści zyskiwały wskutek tego rangę diagnoz ostatecznych. Jednocześnie szpitalne życie toczące się leniwie sprzyjało zadumie nad ludzkimi losami i powrotom do dzieciństwa i wczesnej młodości.

Na fotografii z lewej strony jestem ja – pierwowzór Pani Małgosi i wszystkich innych pracodawczyń bohaterki łącznie z Panią Naczelnik w części II – jeszcze niedokończonej. Po środku mój nieżyjący mąż, ówczesny nauczyciel  Technikum Wodno-Melioracyjnego i Pomaturalnej szkoły,  tudzież inspiracja niektórych postaci męskich z powieści. Najważniejsze postaci, m.in. ukochanego Sierotki – nie zostały na fotografii i w ogóle uwiecznione.  Mam nadzieję, że dobrze mu się powodzi i nie obciążają go losy powieściowej bohaterki! Swoją drogą chciałabym wiedzieć, co się z nią dalej działo i kim jest dziś.

Zdjęcie to przypomniało mi się z zupełnie innego powodu. Ciemna, jedwabna chusta zamotana na mojej głowie była wówczas szczytem mody. Gdybym dziś pokazała się w niej na ulicy, pewnie wzięta bym została za  imigrantkę i nie wiem, czy nie byłabym niemile potraktowana. Chociaż wówczas nie było lepiej, pojedynczy czarnoskórzy budzili na ulicach sensację.

Tak więc wszystko się zmienia, ale tak naprawdę losy ludzkie niewiele. Zawsze są ci, którzy decydują i ci, którzy muszą się podporządkować, zawsze jest miłość nie bardzo szczęśliwa i zawsze usiłowanie, żeby decydować o swoich losach.

Jedna myśl nt. „Sierotka z powieści

  1. Zdjęcie jest absolutnie super! Gdyby celowo spróbować takie zrobić, nigdy by się to nie udało! A pani mąż (akurat na tym zdjęciu) przypomina Jasia Fasolę 😉 Pozdrawiam serdecznie!

Możliwość komentowania jest wyłączona.