Nieuważność

Obecnie w duchowości wyróżnia się pewien prąd polegający na tym, że należy ćwiczyć i praktykować uważność (mindfulness). Uwagę należy poświęcać wszystkiemu dookoła: ptaszkom, kwiatkom, przyrodzie i osobnikom rodzaju ludzkiego, jeśli na to zasługują, ale nie oceniając ich.  Kilka zasad uważności mówi m.in. o świadomym oddychaniu, skupieniu uwagi w danej chwili na jednej rzeczy, zauważaniu myśli i emocji, przestawieniu się z trybu działania na tryb bycia.

Poniżej obrazek ze strony: http://www.karuna.com.pl/wp-content/uploads/2012/04/uwa%C5%BCno%C5%9B%C4%87.jpg

Jednocześnie ponieważ nieznajomość prawa nie zabezpiecza przed odpowiedzialnością, należy praktykować uważność rozumianą realistycznie, odmiennie od tej w praktyce duchowej, także w innych sferach życia. Uważnie przechodzić przez jezdnię, spoglądając najpierw w lewo, potem w prawo (albo odwrotnie, nie wiem, ja tam patrzę kilkakrotnie tu i tam i nie pamiętam od jakiego spojrzenia zaczynam, trudno uważać na samochody i jednocześnie pilnować kolejności spojrzeń). Uważnie trzeba spacerować, nawet po chodnikach, bo może najechać na ciebie jakiś wściekły rowerzysta; uważnie trzeba chodzić nawet po leśnych dróżkach – zawsze może czyhać na ciebie w krzakach jakiś rozpędzony quad. Uważać trzeba na nieznajomych, dzwoniących do drzwi, młodzieńców udających wnuczków, wyłudzaczy podpisów, uważnie nie otwierać maili z informacją o zablokowaniu konta i nie zezwalać na skanowanie dowodu osobistego. To ostatnie zagrożenie czyha nawet na ciebie w bankach. Ostatnio w WBK, gdzie składałam wzór podpisu, zażądano ode mnie zeskanowania mojego dowodu osobistego, ale ponieważ nad głową miałam ekran wyświetlający rozmaite autoprezentacje banku, jak udział w programie 500+ ,  jakieś info o współpracy z Maciejem Samcikiem przestrzegającym niedawno na Łamach Gazety Wyborczej przed zezwalaniem na skanowanie dowodów osobistych, moja uważność przywołała tamten artykuł i oczywiście odmówiłam. Pani w banku była oburzona i nakazała mi napisać oświadczenie o nie zezwoleniu na skanowanie dowodu. Ja zaoferowałam jej możliwość zrobienia fotografii swojego dowodu, ale procedury banku tego nie przewidziały, więc nawet jej skądinąd rozsądny argument, iż nie mając w aktach podobizny mojego dowodu mogą wypłacić komuś z podrobionym dowodem i cudzą fotografią nie mógł zostać zaspokojony. Moja uważność podpowiedziała mi, że fotografia dowodu zabezpieczyłaby ten argument, ale trudno wymagać od urzędników, żeby myśleli samodzielnie.

Nie zdziwi więc Was zapewne ostatni mój bunt przeciwko uważności. Skoro muszę uważać w bankach , na ulicach a nawet we własnym domu (wczoraj nóż mi się omsknął i zamiast w mięsko trafił w palec) to uważanie jeszcze na ptaszki, kwiatki i stworzonka można uprawiać wyłącznie na FB, ponieważ siedzę wówczas wygodnie na krześle i jedynie trzęsienie ziemi, nie występujące na ogół w Polsce, mogłoby mi zaszkodzić.

Precz wiec z uważnością! To nieuważność jest darem niebios i należy ją traktować jako przerywnik w wojnie ze światem, odpoczynek wojownika od stresów. Instynktownie wiedziała to Scarlett propagując zasadę „pomyślę o tym jutro”.

Ostatnio miałam taki dzień. Rano seria bolesnych zastrzyków mających blokować ból, rosnąca gorączka jako efekt uboczny, niegroźny, gdy można ją przespać, wizyta w banku poprzedzona odwiedzinami kilku nieistniejących punktów bankowych, istniejących jednak jak najbardziej na bankowej stronie internetowej, wieczorem ważne ustalenia i rozstrzygnięcia zwieńczone paroma drinkami  i na koniec miła telefoniczna rozmowa, w czasie której plątał mi się język. Jednak czułam się wspaniale – wszystkie trudne sprawy (chwilowo) były już poza mną, byłam we własnym domu i mogłam być nieuważna.

Dopiero ranek przyniósł bolesny powrót do uważności. Wstyd mi było za to, że plątał mi się język w czasie rozmowy z kimś, czyje zdanie o mnie jest dla mnie ważne i kto prawdopodobnie przejawiał większą uważność ode mnie, a odpaliwszy komputer, musiałam uważnie i ze zrozumieniem przeczytać ważną korespondencję mailową prawnika banku z prawnikami mojej strony, zapoznać się z czymś, co jest nazywane jakąś „chmurą”, utworzyć moją własną, jednorazową „chmurkę” i umieścić tam kilkadziesiąt stron kosztorysu, spakowanego dla zmniejszenia objętości plików, zwalczenie ograniczenia polegającego na nie umieszczaniu w chmurach spakowanych plików, robienie jakichś podstawowych porządków w bałaganie ogarniającym coraz bardziej moje mieszkanie i jako zwieńczenie poranka bezskuteczne poszukiwanie zakrętek do słoików (prawdopodobnie przez kogoś wyniesionych do śmieci). Moja chwila nieuważności kosztowała mnie sporo, przede wszystkim wstydu. Klęłam więc jak szewc, gdy pomyślałam o niej, obiecując sobie: nigdy więcej. Jako Uranik miałam sobie za złe cały ten brak praktycznej uważności, a jako była praktykująca niegdyś katoliczka zostałam podwójnie ukarana – wyrzutami sumienia i utratą kompletu nakrętek do słoików tudzież gumek i sprężynek do wecków.

Praktykować uważność i jednocześnie doznawać satysfakcji można chyba tylko wówczas, gdy jest się buddyjskim mnichem albo w jakiejś leśnej głuszy (uważając zresztą od czasu do czasu na quady, gryzące bąki, sidła zastawiane przez miejscowych na zwierzynę oraz wykroty). Poza tym chyba trzeba się w tamtejszej religii urodzić i nie mieć w horoskopie silnego Urana.

Dla mnie pożądanym ideałem zawsze zostanie możliwość nieuważności.