Kochanek ze snu

Mój dzisiejszy sen nakierował mnie na problem, którego do tej pory nie dostrzegałam. Atmosfera Walentynek sprawiła, ze moje sny oscylowały wokół spraw męsko/damskich. Dzisiaj śniłam, że siedzę obok kogoś mglistego i niezdentyfikowanego i czuję jego ciepło obok siebie. Wiem, że jest to ktoś bardzo odległy ode mnie i wiem, że z jakichś powodów wobec niego jestem jak ta szara myszka wobec wypasionego kota. Mimo to wyciągam do niego dłoń pełną jakichś chrupków, orzeszków, czy czegoś takiego. Bez większych nadziei. Czuję na odległość promieniowanie ciepła jego dłoni i prąd przenikający  moje przedramię. ON bierze orzeszek (albo chrupkę) z mojej dłoni i widzę, że jest to paskudny, skurczony i brązowy kawałek, nadający się raczej do wrzucenia. (tu może odzywa się echo moich dzisiejszych zajęć – produkcji kandyzowanego imbiru pomagającego na mdłości i bóle gardła, o wiele tańszego (pięciokrotnie) niż gotowy produkt, ale nie dorównującego mu wyglądem). Ten KTOŚ bierze kawałek chrupki z mojej dłoni i sięga po następny. I w końcu moja dłoń jest pusta, niczego tam nie ma, nawet pokurczonej, brzydkiej chrupki. Ten KTOŚ jednak nie przejmuje się tym i kładzie swoją głowę na mojej dłoni. Trwam, aby nie zakłócić naszego porozumienia, ale czuję, że moje brzydkie, niewydarzone chrupki przesuwają się przez jego wnętrze, że odbierają wszystkie jego życiowe doświadczenia (których nie chcę widzieć, bowiem bolą mnie jak własne). Zrozumienie jest bólem własnym wzbogaconym o cudzy ból. Ale to moja wina, a właściwie niewydarzonych moich chrupków.

W realu czwartkowy wieczór spędziłam na wykładach online astrologii harmonicznej Wojciecha Jóźwiaka, także pod wpływem jego wytknięcia błędów mojego rozumowania w sprawie rodzinnego „Dokarmiania Urana”. Czyżby oznaczało to, że w ogóle nie rozumiem świata? Że obojętne jest mi potwierdzenie istnienia fal grawitacyjnych i zmarszczek na czasoprzestrzeni?

ON w moim śnie wydawał się kimś akceptującym moją osobę (jadł wszakże z mojej ręki brzydkie orzeszki/chrupki), a nawet wyciągnął drugą dłoń aby mnie przytulić.

I nagle obudziłam się z przekonaniem, że ci, których kochałam w swoim życiu, zawsze byli oddani czemuś lub komuś   innemu. Nigdy nasze drogi nie krzyżowały się. Teraz po latach przesyłają mi Walentynkowe pocztówki, gdy nauczyłam się żyć sama i czerpać z tego życia satysfakcję. To kiedyś był warunek mojego przeżycia. Dziś nikogo z nich nie potrzebuję. Wówczas, gdy ich kochałam, lekceważyli mnie. W swoich pamiętnikach określali mnie jako kogoś dziwacznego i niezrozumiałego, choć pociągającego odmiennością.  Po latach zwyczajnych i stereotypowych związków przekształcili się w wielbicieli ponadczasowych, ale ja zmieniłam się; już nie potrzebuję nikogo z nich, może oprócz tego, kto pobiera orzeszki z mojej dłoni. Bowiem jego nie było  wśród nich. Moje sny nie zawierały wówczas jego osoby. Nie został obciążony ich winami (czy słusznie?)

Ale świat nie pozostaje neutralny. Walczy z moim sennym zafiksowaniem, skłania mnie ku przekonaniu, że mam kolejny dowód na moją umysłową aberrację i postać mojego sennego kochanka oddala się w niebyt.

Obudziwszy się rankiem wiem jedno: nigdy w realu nie trafiłam na kogoś, kto jadłby brzydkie  chrupki z mojej dłoni. Czemu miałby to robić, gdy w zasięgu miał słodkie frukty? Czemu więc, tym bardziej, miałby przytulać się do mojej pustej dłoni?

Podobno Sen mara. Bóg wiara. Lepiej trzymajmy się pewników.

Jedna myśl nt. „Kochanek ze snu

  1. W „Zawijawie” (Taraka) gdzie zamieściłam opis tego snu doczekałam się pięknego komentarza. Oto on:
    1. Czytałem te chrupki • autor: xxx 2016-02-14 12:52:11
    trochę inaczej. Czasem myślimy, że ktoś nas odrzuci, bo to, co mu chcemy ofiarować – jest gorsze: wygląd chrupki jest tu ważny! A potem się okazuje, że to tylko nasze mniemanie, że ten ktoś nawet nie zauważył, że to coś jest gorsze, bo to może było jedynie nasze wyobrażenie. Tu to wyobrażenie sięga nawet obsesji: bo kiedy ON kładzie głowę na dłoni (czyż nie chodziło ze zjedzeniem chrupek tylko o to, by przytulić się do dłoni?), to ŚNIĄCA wyobraża sobie odgłos, jaki wydają zjedzone chrupki w jego wnętrzu. Widzę w tym śnie dwie rzeczy: tęsknotę, po pierwsze; ale i stłumioną mądrość, która mówi: przestań wreszcie przejmować się tym, jak wyglądają chrupki. Dziękuję za ten tekst. Jestem właśnie w takim okresie życia, gdy Ci, o których kiedyś myślałem, że nie potrafiłbym bez nich żyć, są daleko ode mnie, niekiedy bardzo. I jeszcze jest to trochę uciążliwe, ale mija. Ale może ja też zupełnie niepotrzebnie martwiłem się chrupkami, nie widząc, że tak naprawdę chodzi o to, by przytulić się do dłoni. (To też znamienna symbolika. W tej opowieści jest dużo czułych znaków.) Życzę miłego dnia Walentego. Także sobie. 🙂 Bo od pewnego czasu uczę się kochać siebie, akceptować. (Może należałoby zrobić dwa święta: Walentego – zakochanych; i drugie, dzień mądrej miłości, w tym do samego siebie; brakuje mi tu patrona, ale można by takie święto nazwać dniem przytulania się do dłoni czy dniem składania głowy na dłoni.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *