Smutek medytacji

Przeczytałam po raz pierwszy zdanie odrębne w morzu zachwytów nad dobrodziejstwami medytacji. Przyznam się od razu: nie medytuję. Początki zniechęciły mnie bardzo, a kiedy po latach powróciłam z zacięciem, że trzeba trochę starań i wysiłku, żeby osiągnąć rezultat, przekonałam się, iż jego osiągniecie nie niesie ze sobą oczekiwanych korzyści, czasem wręcz przeciwnie.

Osoba która zamieściła link do artykułu 

http://www.national-geographic.pl/national-geographic/ludzie/ciemna-strona-medytacji-doswiadcza-jej-1-4-praktykujacych?fbclid=IwAR2STQqV3KLEf6yj1oH3tau3nEGY0hKUsljjBKxXFi3kbPvodyHnksjHPRU

opatrzyła go komentarzem, z którego jednoznacznie wynikało, że po prostu nie wierzy i traktuje doniesienie jako p… trzy po trzy. Jest to oczywiście zwyczajne w świecie, w którym najprostsze rozwiązania i interpretacje są najbardziej wiarygodne, a jeśli coś, komuś, kiedyś przynajmniej pomogło, niechętnie słucha o przypadkach, gdy komuś innemu zaszkodziło.

Sedno sprawy leży oczywiście we wnętrzu człowieka i może się wydarzyć, że zajrzenie do niego przynosi ból i rozpacz, a nie ukojenie. I nie jest bynajmniej zabawą.

Sięgam do osobistych doświadczeń, które zmieniły mój pogląd na powszechnie panujące opinie ogólnie dotyczące tzw. „duchowości”. Tzw., bowiem w pojęciu tym mieści się całe mnóstwo rozmaitych rzeczy; niektórych traktowanych z nabożeństwem godnym lepszej sprawy, innych lekceważonych raczej niesłusznie, z racji tego, iż mogą przynieść czemuś, co nazywamy duszą, szkody zamiast pożytków. Zachęcającym do medytowania, niezależnie od stosowanych  szkół i systemów, bez względu nad istniejącymi przeciwwskazaniami sugerowałabym większą powściągliwość..

Dla zwolenników medytacji pozwala ona wyciszyć się, połączyć z kosmiczną jaźnią i dzięki temu mieć wgląd w swoje wnętrze. Pół biedy, jeśli te wnętrze nie jest zbyt skomplikowane, jeśli jednak łączy się z osobistą nadwrażliwością, wieloma psychicznymi urazami, czy wreszcie bujną wyobraźnią, wgląd weń bywa torturą, a nie ukojeniem. Uważność czasami jest szkodliwa. Nie jestem teoretykiem ani psychologiem, nie potrafię więc tego opisać językiem nauki, wiele lat egzystowania na tym świecie i wiele doświadczeń (także wbudowane na trwałe w podświadomość i odruchy ciała przeżycia wojenne) nauczyły mnie, że to, co przynosi nowe urazy, lepiej czasem omijać, jeśli nie ma się siły ich przewalczyć i z nimi się zmierzyć. A są takie rzeczy, wierzcie mi!

Co kryje się w moim wnętrzu? Nie tylko wewnętrzne dziecko, wewnętrzny (najczęściej karcący) rodzic, wewnętrzny ideolog, dbający o zgodność wyznawanych norm z postępowaniem…. ale cały tłum różnych osób, które kiedykolwiek miały na mnie wpływ

Czy można zapytać dziś o sens medytacji? Medytacja jest postępowaniem osób narzucających sobie (przynajmniej chwilową) bierność, dbających o swój wewnętrzny świat, żyjących w stabilnym środowisku, nie zmagających się (lub pragnących tego uniknąć) z rzeczywistością (zwyczajną, skodyfikowaną, dbającą o człowieka lub wręcz przeciwnie), tak opresywną, iż nie da się lub nie chce się już więcej zrobić. Często przeradza się w życiową postawę przynoszącą ulgę w strapieniach. Wówczas bywa gloryfikowana, zalecana, często natrętnie przedstawiana jako panaceum na wszystko, podobnie jak unikanie toksycznych (związków, ludzi, okoliczności).

Tymczasem za naszymi plecami pojawiła się wielka, toksyczna niewątpliwie także w sferze świadomości chmura – dymów znad deszczowych lasów, topniejących lodów Arktyki, morza drobniutkich cząsteczek plastiku wnikających we wnętrze ryb, zwierząt i ludzi (też). Czy w obliczu tej chmury medytacja nie jest przypadkiem sromotną ucieczką przed myśleniem? Wszak przeciwnikiem medytacji jest gonitwa myśli, która (jak wierzę) przynosi nieoczekiwane rozwiązania trudnych problemów. Nie unikanie toksycznych myśli, a mierzenie się z nimi. Nie zorganizowane poszukiwania wewnątrz siebie starymi, wydeptanymi ścieżkami, a nowymi, z pozoru bezładnymi i bezsensownymi, nazywanymi czasem burzą mózgów (w tym przypadku jednego, nieokiełzanego, własnego mózgu).

Mój znajomy z warsztatów Taraki, Jurij Biliczenko zamieścił taki obrazek. Niektórzy twierdzą, że podróbka. Tak czy inaczej na czasie.

Ja jednak nieprawomyślnie pytam:

Kto wie, czy do takiego myślenia, oceniającego dotychczasowe rozwiązania, nie będziemy musieli powrócić w perspektywie braku wody? Zamiast spłuczek w ubikacjach – domowe chemiczne oczyszczalnie, redukcja ilości i czasowe składowanie zamiast spłukiwania; dezynfekcja parą zamiast kąpieli w wannach, czy pod prysznicem w kabinach; szczelna kapsuła na wymiar człowieka, działająca jak zmywarka do naczyń? Ideologia jakaś zawsze się znajduje, mądra, głupia, bez różnicy. Podobno historia kołem się toczy…

Może bezładna burza w mózgach przyniesie nowe, nieoczekiwane rozwiązania. Tak czy inaczej, w razie gdy, jak się wieszczy, ludzkość cofnie się do stanu sprzed rewolucji przemysłowej, medytacja na szerszą skalę już nie ma przyszłości. Wszystko będzie zależeć od tych, co nie medytują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *