Słowiańska duma i słowiańska gimnastyka czyli sklep z symbolami

Moda na słowiańskość nie przemija, chociaż utrwalając się schodzi całkowicie na psy. Bo jakże uznać za genialny taki utwór, podobno muzyczny, nad którym nie milkną zachwyty niektórych fejsbukowiczów. Słowiańska duma ich roznosi

https://www.youtube.com/watch?v=crd7aSUlYQ0&t=1246s

i nie dostrzegają że słychać w nim, zwłaszcza w 21 minucie (jeśli ktoś dotrwał do tego momentu lub zaczął niewiele wcześniej oglądać klip) przepity ryk i tyle. Może jako kobieta dostrzegam w nim jedynie prymitywne nakręcanie się, a nie żadną dumę, może zaś znaczenie słowa „duma” z biegiem lat coraz bardziej ogranicza się do prymitywnego poczucia górowania nad światem i agresywnego przydeptywania butem innych.

Dla mnie zawsze poczucie dumy było uczuciem niejednoznacznym, ulotnym, wzbierającym i przemijającym w swoistym rytmie, pełnym sentymentów, goryczy ale i refleksji nad przemijaniem emocji. Uczuciem, na którym nigdy nie można było polegać, bowiem jak w piosence:

https://www.youtube.com/watch?v=i–bB93hKKE

kończącym się krążącymi nad pobojowiskiem wronami, nawet gdy duma dotyczyła wyłącznie prywatnego świata jednego, czy dwojga ludzi.

Ale idźmy dalej w wycieczce po słowiańskości, może w rejony bardziej rozrywkowe. Czytam o słowiańskiej gimnastyce na stronie

https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/category/cywilizacja-slowianska/

i dowiaduję się stamtąd, że Słowianie mieli oddzielne rodzaje gimnastyki dla mężczyzn i dla kobiet. Niestety nie dowiaduję się nic na temat ćwiczeń poza kilkoma zdaniami na okrągło, np, że był to „holistyczny system odnowy i odblokowywania energii oparty na słowiańskim dziedzictwie etnicznym. System ten w niczym nie ustępuje wschodnim praktykom, takim jak joga czy tai chi. Ale przez to, że ma słowiańskie korzenie jest najbliższy duszy i energii słowiańskich kobiet.”

Gimnastyka kobiet nazywana jest słowiańską gimnastyką czarownic i sądząc ze zdjęć prezentowanych przez wyszukiwarki, charakteryzuje się gromadką młodych dziewcząt, nagich lub w haftowanych czerwoną nicią haftem krzyżykowym koszulach i wiankach ze sztucznych kwiatów i kłosów, pląsających przy księżycu nad jakimś bagienkiem. Wydawać się mogło, że zespół „Słowianki” to jest właśnie ta słowiańskość, która powinna nas urzekać. Pewien młody, nieśmiały, uduchowiony człowiek opowiadał mi, że w jego snach pojawia się znacząca postać młodej 12-letniej Słowianki, która ma zostać jego żoną. Tak czeka na nią przez trzydzieści parę lat swojego życia, nie bacząc na to, że gdyby marzenie się zrealizowało, można by nazwać go pedofilem

Słowianki

Inna wersja słowiańskiej gimnastyki kobiet pokazywała rozmaite odmiany czołgania się po klepisku z wymachami rąk i nóg, jako zapewne forma bardziej zaawansowana w słowiańskości atrakcyjnej dla mężczyzn Słowian. Szczególnie atrakcyjne wydaje się ćwiczenie nr.8 na stroniehttps://treborok.wordpress.com/gimnastyka-slowianskich-czarownic-ksiazka-3/

choć mnie osobiście czołganie się wydaje raczej ćwiczeniem typowo wojennym, męskim zapewne.

pobrane słowiańska gimnastyka

Pod innymi względami my też nie jesteśmy gorsi niż Żydzi i Arabowie i musimy też mieć własny, słowiański rytualny ubój świń.

https://www.youtube.com/watch?v=1b3RstbTiuM

Z filmu tego dowiedziałam się, że świnię przed ubojem wiążemy za prawą nogę, nigdy za lewą. Ja jako osoba leworęczna będąc świnią, wolałabym być wiązana jednak za lewą nogę; nie wiem czemu, ale tak jest. Z kolei naczelna zasada tegoż uboju: tu się bije, gdzie świnia się urodziła, żyła i była karmiona, wydaje mi się całkiem sensowna, także w odniesieniu do człowieka. Wolałabym ginąć w domu, a nie w jakimś szpitalu na przykład. Reszta, jak na przykład parzenie wrzątkiem lub opalanie skóry uważam za dodatek o wymowie czysto politycznej, wiążący rytuał z terytorialnością słowiańskich plemion. Odnoszę niejakie wrażenie, że nie chodzi tu o słowiańskość, a o ominiecie niektórych przepisów prawa, bowiem na końcu autor coś bredzi o badaniu mięsa przez weterynarza.

Może jednak wróćmy na wyżyny. Nie spodziewałam się, że Słowianie mieli swoje mantry. Przeczytałam o tym na stronie która nazywa sięNiezależne forum – Cheops i aż chciałam zawołać: gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie Afryka! Dowiedziałam się stamtąd, że mantra/mudra to po prostu modra/mądra, a mandala, to nasza mądrala. Tak więc idąc dalej w las, wywieść można by, iż modre oczy znamionują mądrość na przykład.

Wyposażeni w słowiańską mądrość, możemy odnaleźć w internecie sporo sklepów sprzedających gadżety związane ze słowiańskością i ciągle powstają nowe. Pewna dziewczyna planująca otworzenie takiego sklepiku, apeluje o informacje na temat tego co jest, a co nie jest słowiańskie, ponieważ nie bardzo się na tym zna i nie ma pojęcia, co by znalazło odbiorców. Odpowiedziano jej, że odzież, ale nie t-shirty, kolczyki i skórzane torebki z wytłaczanymi wzorami. Gdy podawano szczegóły, okazało się, że ta słowiańskość nie musi być właściwie w pełni słowiańska, pod warunkiem, że nie będzie zawierała motywów łowickich, góralskich i jeszcze jakichś tam. Na szczęście pytająca dodała w końcu, że „generalnie sklep oscylowałby w klimatach postapo i turystyki ekstremalnej. Słowianie i folk byłoby uzupełnieniem do całości”. Ze słownika dowiedziałam się, że postapo to po prostu świat postapokaliptyczny, więc słowiańskość to raczej sielskość bieguna przeciwnego, jakieś preapo na przykład.

I tak chyba należy widzieć tę popularną odmianę słowiańskości — jako sklep, w którym można kupić lub dostać wszystko, co się zamarzy (łącznie z ideami politycznymi, eksperymentami hodowlanymi i rolniczymi typu hodowanie ziemniaków w słomie bez brudzenia sobie rąk kopaniem ziemi, czy jej oraniem, słowiańskimi tatuażami oraz pomysłami językoznawczymi). Wspomniany sklep słowiański oferowałby także inne domorosłe idee w pełnym wyborze.

Niestety, to, co najbardziej modne, po krótkim czasie staje się obciachowe, podobnie jak kulturowa chłopomania międzywojnia, która przeminęła pozostawiając po sobie jedynie parę dzieł sztuki i literatury. Obawiam się, że słowiańskość i rodzimowierstwo nie zostawią dzieł tej miary, co „Wesele” Wyspiańskiego.

Na koniec wyznam wam, że i ja swego czasu bardzo przejmowałam się słowiańskością, czego dowodem jest wiszący w moim mieszkaniu obraz Izabeli Ołdak, przedstawiający Słowiańską Górę Szczęścia, podarowany mi przez malarkę w celu dodania sił w walce z przeciwnościami losu. Ba, na górę tę miałyśmy kiedyś razem się wspinać. Możliwe że popsułam ten symbol, uzupełniając go zielenią pnączy i bombkami, jedną w kształcie książki, drugą mającą odwzorować konkurencyjny dla słowiańskiego czarnego Słońca srebrzysty Księżyc, ale jak na górę szczęścia wydawała mi się zbyt ponura. Dziś sądzę, że wszelkie Wielkie Szczęśliwości i Radosne Krainy są w istocie swojej skazane na smutek, ponieważ przedstawiają to, czego osiągnąć w istocie nie możemy. Są pożegnaniem się z marzeniami. I zapewne to czuła malarka, a intuicja podpowiedziała jej, że jeśli pragnie być szczęśliwą, musi rozstać się ze swym dziełem.

IMG_2945

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *