Velobanku dywagacje w sprawie velowygody veloświata

Dyskutowałam niedawno z pewnym młodzieńcem o literaturze Oto, co mi powiedział, jak wyobraża sobie pisanie książki:

Pisarz powinien przeprowadzić najpierw badania , co ludzie, zwłaszcza młodzi chętnie czytają, jakie tematy ich interesują, jaki sposób narracji preferują i wówczas zacząć pisać książkę tak, żeby jej treść podobała się większości czytających.

Moje uwagi na temat tego, że można zanudzić się przeżuwając sprawy już dawno przeżute, motywy ściągnięte z aktualności w dziennikach telewizyjnych i poruszane w prasie i że dzieło literackie powinno mieć jakieś przesłanie, dorozumiany cel zajęcia się czymś oświadczył, że jego to nie nudzi, że wręcz to lubi, a zresztą literatura to taki sam towar jak inne, a w ogóle o wszystkim decydują pieniądze. O szczęściu w życiu także.

Próbowałam uświadomić mu, że atrakcyjność niektórych książek ma swoje źródło w ich oryginalności, poruszaniu tematów z pogranicza ludzkich zainteresowań, spraw nieoczywistych – wszystko na nic.

Dzieci pokoleń wychowanych na reklamach wyobrażają sobie, że do szczęścia potrzebne są jedynie pieniądze. Idą na studia i to przekonanie podtrzymują w nich ekonomia i sprawy międzynarodowe  (jak są interpretowane) – wszak wszystkim rządzi pieniądz. A jak wszystkim – to bez żadnych wyjątków.

Miłość bez pieniędzy jest niemożliwa. Miłość zależy od posiadania tego i tamtego i — oczywiście, bo bez nich młodzi są nieszczęśliwi. Poznaje ktoś dziewczynę, a ona się go pyta o jego zawód i zarobki. Jeśli nie może się niczym pochwalić, nie znajdzie miłości.

— Chcesz sobie kupić dziewczynę? — mam zamiar go spytać, ale gryzę się w język. Jak świat światem, mężczyźni zawsze kupowali sobie kobiety. Kiedyś za jakieś stada, kiedy indziej za złudzenia. Mój mąż twierdził, że powinnością mężczyzny jest wybudowanie domu, posadzenie drzewa i spłodzenie syna — musiałam więc znaleźć sobie inne powinności kobiece, niż wynikające z jego świata i być może, za bardzo w swoje złudzenia uwierzyłam.

Zatem nic dziwnego, że oni w literaturze, jak i we wszystkim innym szukają jedynie rozrywki, ale ona, ku ich zdziwieniu nie zawsze daje im zadowolenie z życia. Za to, że są nieszczęśliwi i w depresji obwiniają jedynie siebie, swoją rzekomą nieudaczność, bo nie potrafią wejść w posiadanie odpowiedniej kwoty pieniędzy, ale nie są gotowi zerwać klapek z oczu i podziękować niebu, że jeszcze ich nie mają, bo to, co otrzymają od życia może być podarowane im z dobrego serca. Kochani, żal mi was, ale nie mam siły nikogo przekonywać.

Zdołowana tą rozmową, zachwiana z swoim przekonaniu o hierarchii prawdziwej wartości, aby odejść myślami od prawd niewygodnych, włączam telewizor, w którym, jak zawsze, zaczynają się reklamy (nic dziwnego, dla założonego zysku muszą być emitowane co 15 minut, a więc prawdopodobieństwo pół na pół, że na nie trafię)

 

Według Velobanku jeżeli kobieta jest w ciąży (inna sprawa, czemu dla ilustracji tego stanu musi klepać się po brzuchu?), małżeństwo musi natychmiast zmienić samochód na większy. Jest to oczywiste kłamstwo, jakich wiele w reklamach, więc raczej niedostrzegalne, ma ono jednak bardzo poważne konsekwencje. To  fakt, że nawet jeśli młodym ludziom nie przeszkodzi to w urodzeniu i wychowaniu dziecka, to z powoduje ich nastrój daleki od optymizmu na przyszłe życie, bowiem do kwoty niezbędnych pożyczek na mieszkanie doliczają jeszcze koszt rat za samochód i innych wydatków, o których dowiedzą się z kolejnej reklamy.

Wskutek istnienia reklam powszechność kłamstwa w życiu społecznym i politycznym przestała zwracać uwagę i stała się na swojej własnej drodze kolejnym problemem. Jeżeli bez A nie może istnieć B i C, to ich nigdy nie będzie, gdy A jest nie do zdobycia.

Może trzeba wytłumaczyć, na czym polega kłamstwo w tym przypadku, bo chyba już dawno przestano zwracać na to uwagę, za to mamy niedobór dzieci, nadmiar depresji u młodych i niedobór psychiatrów oraz sporo niekorzystnych zjawisk społecznych z powszechną agresją na czele.

Pojawienie się dziecka nie wymaga powiększenia samochodu; każdy samochód pomieści dziecko, a nawet dwoje. Za to powiększenie samochodu wymaga dodatkowych środków finansowych, a jednocześnie jest początkiem rozważań, czego jeszcze potrzebujemy, aby stać się rodzicami. Człowiek ma to do siebie, że zawsze odczuwa niedobór, niekoniecznie realny. Zawsze chcemy więcej, niż mamy, a jeżeli mamy niewiele, ten ostatni brak staje się najbardziej uciążliwym wśród innych braków. Dziwimy się takiemu rozumowaniu, które jest jednak powszechne: — nie stać nas na większy samochód, albo w ogóle na samochód  — nie możemy mieć dziecka. Skoro nie możemy mieć dziecka, ten mężczyzna nie jest wystarczająco dobrym materiałem na ojca. Wręcz, może się na niego nie nadaje. A skoro tak, to jest człowiekiem wybrakowanym, niepotrafiącym znaleźć sobie i pokochać właściwej dziewczyny, ponieważ dziewczyny potrzebują mężczyzny z forsą. Skoro jestem wybrakowany i do niczego się nie nadaję — będę siedział na kanapie w domu rodziców i rozmyślał nad swoim popsutym życiem, zwłaszcza, że nie stać mnie na psychiatrę, który objaśni mi, jak mam dalej żyć nie mając kasy.

Spójrzmy na to nieco inaczej. Patrzę na napisany przed chwilą tekst, a przypadkiem nie wyłączyłam o czasie telewizji i słyszę o tym, że nowi prezesi Orlenu wystąpili przeciwko poprzedniemu prezesowi o zwrot 5 miliardów złotych z powodu zakupu zębów, botoxu, kosmetyków itp. rzekomo niezbędnych do życia gadżetów.

Czym są osobiste przeżycia jednej pary młodych ludzi, którzy może jeszcze się nie poznali, albo poznali i uznali, że nie ma sensu, żeby się wiązać i mieć dzieci, wobec wspomnianego problemu generowanej przez jednego osobnika straty wielu miliardów. Skutek prosty do policzenia i odpowiadamy sobie na pytanie dlaczego spada nam dzietności stopniu alarmującym.

Jest to także przesłanie dla mnie, jaki sens mają w tych wyliczeniach moje teksty? Jaki sens w ogóle ma literatura ambitna np. wobec tych miliardów wydanych przez jednego człowieka na byle co. Wszak to oni decydują o kształcie świata, a nie tacy młodzi ludzie jak mój dyskutant.

Zatem kogo mam winić za problemy? Tych co mają dostęp do wielkich pieniędzy? Zarządzających kapitałem? Hola, hola – już mnie kiedyś uczono, był w czasach słusznie minionych na studiach taki przedmiot, jak  ekonomia polityczna socjalizmu, był taki portret czterech proroków

 

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:MARX,_ENGELS,_LENIN_Y_STALIN.jpg

— Marks, Engels, Lenin, Stalin i podobno wszystko już było wiadome, w każdym razie  marnie się skończyło i od tamtej pory nikt nie ma monopolu na prawdę. Poza — chwilowo —Velobankiem.

 Powrót