Okładki książek
czyli
niezauważane rebusy dla nieuważnych poszukiwaczy ciekawych lektur
Coraz częściej spotykam się na mediach społecznościowych ze skargami na to, że wg wydawnictw każda książka to bestseller, może nawet na skalę światową (gdyby ktoś chciał przetłumaczyć tego bestsellera – jak mawiają niektórzy), a w rzeczywistości, to nudziarstwo niewarte swojej ceny.

Oczywiście, jest w tym dużo racji. Krytykę literacką zastąpiła reklama, z jej ograniczonym słownictwem, niekonsekwencją i pustosłowiem ładnie brzmiącym, udającym głębokie treści. Często mnie też to irytuje, tyle że nie daję się łatwo nabrać, chociaż nie wybieram książek w księgarniach, czy innych sklepach, a jeśli mam już książkę w ręku, zdarza się, że jest szczelnie zafoliowana, niczym wędzona na zimno makrela z tego sklepu ,dokąd (podobno) zawsze idę, aby swoim smrodem nie psuła dobrego wrażenia złocistej skórki.








Porządkując i skanując dokumenty odziedziczone po zmarłej rodzinie odnalazłam modlitewnik mojej babci, odłożony na bok z powodu trudności skanowania. W drewnianej szufladeczce stojącej na półce skrzynki z Ikei mam już modlitewników rodzinnych chyba ze cztery + piękne różańce w liczbie dwóch, poświęcone przez papieża oraz cenne ze względu na paciorki, które wykonano z pereł i masy perłowej połączone srebrnym łańcuszkiem. Te czarne bez wyjątku książeczki i precjoza te trafiły w ręce osoby nie modlącej się, a przez nieumiejętność modlitwy – niepraktykującej. Teraz miał tam spocząć kolejny modlitewnik.