Małpki, nasze dzieci

Im bardziej zagłębiam się w starość, tym więcej czasu zajmuje mi nie tylko poranne ogarnięcie się fizyczne i psychiczne, ale także wieczorne, poświęcone głupotkom, gdy się nie chce jeszcze iść spać, a nie warto zaczynać nowych przedsięwzięć.

Idealnym zajęciem na ten  przejściowy czas jest przeglądanie rozmaitych filmików serwowanych nam przez metę (dawny Facebook). Początkowo namiętnie oglądałam filmiki z życia koczowników, piekących na maleńkich ogniskach swoje potrawy, parzących herbatę w czajniczkach i pijących ją z nabożeństwem na rozesłanym na ziemi dywaniku, ze szklankami ustawionymi na tacy itp. 

 Budowanie domów, a właściwie chwilowych schronień na wysuszonych pustkowiach w sezonie wypasu jest także bardzo ciekawe, zwłaszcza dla osób, które własnymi rękami już nic nie zbudują. Dla takiej osoby widok kobiety rozrabiającej  cement w misce, w której niedawno  prała dziecięce ubranka i wylewającej ten cement wprost na piasek, aby stworzyć tam podstawę gospodarstwa z worków, plastikowych płacht, uschniętego drewna i różnych dywanów tudzież dywaników, jest wręcz fascynujący i trudno od niego oderwać oczy.

Ale filmiki o koczownikach zmieniły się na obrazy z krajów ryżu i innych produktów rosnących na skrajach dżungli. Drobna dziewczyna, która rano wstała z bambusowej maty na bambusowej półce w bambusowym domku, wiesza sobie z przodu dziecko w przemyślnych szelkach,   z tyłu wielki kosz i  idzie w las, gdzie wykopuje różne korzenie albo zbiera owoce, liście, czy wyrywa nieznane nam warzywa. Gdy kosz ma już tak pełny, iż czasem się przewraca pod jego ciężarem, rusza na targ i tam sprzedaje wszystko. Za uzyskane pieniądze kupuje jakąś śliczną bluzeczkę dla dziecka, dla siebie miskę albo konewkę i w pełni zadowolona rusza z powrotem do domu. Kiedy przysiada na chwilę na drodze, aby odpocząć, dać piersi dziecku i policzyć pieniądze, napada ją pijany facet I ograbia ze wszystkiego, zostawiając na pociechę jedynie dziecko i konewkę.

Po kilku tygodniach i te filmiki się skończyły i wybuchł nowy szał: małpki, chyba kapucynki, hodowane w domu, jak dzieci. Filmik zaczyna się zwykle od obrazka, gdy ktoś przy siada naprzeciwko kartonu oklejonego plastrami z wydrążonymi dziurkami dla dopływu powietrza. Po otwarciu kartonu, na jego dnie ukazuje się mała, skulona małpka, mokra wystraszona i często agresywna. Dzięki pieczołowitemu głaskaniu, przyzwyczajaniu do butelki ze smoczkiem oraz kąpieli i ubierania stworzenia w pampersy, w których wycięto dziurkę na ogonek zwierzęcia i kolorowe, jak dla lalek sukieneczki, udaje się, jak tylko możliwe w tej sytuacji zbliżyć pozycję małpki do pozycji dziecka w rodzinie. 

Dziecko się wychowuje, a małpkę tresuje. W większości oglądanych filmików (choć w rzeczywistości często bywa inaczej) ta tresura przebiega łagodnie, z cierpliwością, niejednokrotnie większą, niż poświęciłoby się własnemu dziecku. 

Na tym etapie oglądanych filmików zadawałam sobie pytanie, czy produkt wieńczący te zabiegi jest tym, co wychowawcy nazywani w opisie mamą albo tatą, osiągnęli i czy jest tym, co najlepsze dla owych małpek. 

Jak w przypadku wychowywania dzieci, tak i w tym szybko zorientowałam się, że za najważniejsze uważa się sprawy zupełnie głupie i niepotrzebne, które jednak „rodzicom” wydają się niezbędnymi.

Rozumiem potrzebę zakładania pampersów, ale sukieneczek z koronkami, kołnierzykami, kokardkami itp. sztywnymi i zapewne ocierającymi delikatną skórę malca dodatkami w tym ciepłym klimacie, gdy małpki przebywające na wolności cały dzień baraszkują i śpią pod gołym niebem już nie.  Jaskrawym przykładem innego bezsensu jest pilnowanie, aby małpki  (jeśli jest ich w domu kilka) przestrzegały pewnych zasad zachowania zupełnie obcych zwierzętom.np. kiedy stawia się owoce w dużej misce lub na talerzu, nie wiadomo czemu, „mamuśka” pilnuje, aby jej „dzieci” nie okrążały talerza, tylko siedziały w równym rządku w kolejności wzrostu od największej do najmniejszej. Naturalnie zachowujące się małpki zarówno w przyrodzie i jak i w domach ludzkich lubią zajmować pozycję, kiedy większa sadza przed sobą mniejszą i przytula ją do siebie obejmując ramionami. Ta pozycja także w naturalny sposób zabezpiecza wyrwanie się mniejszego osobnika podczas gdy na posiłek trzeba trochę poczekać, np, żeby owoc został obrany ze skórki. W naturze małpki dają sobie z tym znakomicie radę, spora część jednak owoców się marnuje, dlatego zapewne w domu mamusia sama obiera i kroi na kawałki także miękkie banany,.  Jednak większość jej zabiegów podczas posiłków polega na przesuwaniu tych małpek tak, aby tworzyły równy rządek. Może zresztą jest to wymóg nagrywającego filmiki. Inną sprawą jest dbałość, aby sukienki przykrywały  kolanka małpek, chociaż w przeciwieństwie do człowieka nóżki zwierzątek są zakończone chwytnymi dłońmi,, a małpki posługują się nimi, jak trzecią i czwartą ręką, w czym niewątpliwie przeszkadza spódniczka. Łatwiej mają małpki ubierane w spodenki – ich nie obowiązuje zakrywanie kolan.

Małpki, na ogół jak i dzieci lubią zabiegi higieniczne i poddają się łatwo obmywaniu, polewaniu wodą, smarowaniu kremami czy maścią. Zabrudzone pampersy często same zdejmują, wyciągają z paczki nowe i czyste i niosą do człowieka kładąc się na brzuszku aby łatwiej mógł je założyć.

Obserwacja życia tych małpek pozwala sądzić że są one dość łatwe do oswojenia, mniej przywiązane do czysto małpich zachowań I na pewno podobniejsze do człowieka niż np. pieski czy kotki. Jednak człowiekiem nie są mimo bardzo bogatej mimiki i łatwo te różnice dostrzec. Małpki, tak jak dzieci nie umieją czekać na coś, jeśli czegoś chcą, muszą mieć to zaraz. Dzieci dojrzewają i czekania się uczą. U małpek nie widziałam, żeby mogły w pełni się opanować czy od czegoś powstrzymać. Kiedy są zmuszane do oczekiwania, reagują nadruchliwością, a często agresją. Umieją za to bardzo szybko opanowywać nowe umiejętności,  jeżeli są im do czegoś potrzebne. Potrafią odkręcać krany, otwierać zamknięte drzwi i szuflady, sygnalizować   opiekunom jakieś niebezpieczeństwo czy trudności nie do samodzielnego pokonania.

Podobno okres “rozkosznych dzieciątek” kończy się po dwóch latach i wówczas zaczynają stwarzać opiekunom duże problemy agresją i chęcią dominacji.

Niestety, niektórzy opiekunowie próbuje wychowywać małpki tak jak swoje dzieci: przemocą i rękoczynami. Widziałam filmik, gdy tzw. “tatuś” dawał  klapsy malutkiemu zwierzęciu. Przedtem nieudolnie zakładał mu ubranko szarpiąc za rączki i nóżki a ono usiłowało się wymknąć zbyt brutalnemu dotykowi. Za karę zaaplikowano mu zbyt silne jak na to małe stworzenie uderzenia. Nie mogłam dłużej oglądać tego filmiku zwłaszcza, gdy uświadomiłam sobie, że wiele osób postępuje tak z własnymi dziećmi. Szukając w internecie informacji natrafiłam na filmy o wiele bardziej drastyczne, co świadczy, że nie jest to problem wydumany.

Niestety, chciałabym, ale nie mogę powiedzieć, że przyroda jest łaskawsza dla małych stworzeń. Ukazało się kilka nagrań z porodów samicy małpiej oraz z pierwszych czynności przy nowo narodzonym dziecku. Niektóre samice zachowywały się jeszcze gorzej, niż ów mężczyzna. Poczynały sobie jak dziecko z lalką, skacząc z kamienia na kamień, trzymając dziecko za rękę lub nóżkę, wywijając nim w powietrzu nie bacząc, że główka obija się  o skały. Widać było, jak małpie dziecko doznaje coraz więcej obrażeń I wreszcie jak przestaje się ruszać, co powoduje dalsze porywy agresji samicy i pastwienie się nad trupkiem. 

Na niektórych filmachjednak samice bronią swoich dzieci przed agresją samców, często ze  sprytem równym ludzkim istotom. Taka samica przesuwa szybciutko dziecko za siebie nawet przysiadając na nim i zabiera się za iskanie samca, aby poprawić jego nastrój. Potem wycofuje się starannie kryjąc malca jakby wiedziała, że agresja partnera bierze się zazdrości o jej zainteresowanie.

Czy więc wkroczenie człowieka ze swoimi przyzwyczajeniami  i zasadami w świat zwierząt w znaczący sposób pogarsza ich sytuację życiową? 

To chyba nie jest takie proste. Nie ma dobrej odpowiedzi zwłaszcza dla zwykłych ludzi, nie będących specjalistami  od behawiorystyki zwierząt. Na podstawie logicznego rozumowania wydaje się, że nie agresja pojedynczych osobników ludzkich czy małpich jest zagrożeniem, a raczej nim jest takie zagospodarowanie terenów, że obie populacje ludzkie i zwierzęce muszę ze sobą współżyć na małym obszarze, w każdym razie za małym na ich potrzeby. Populacje nadmiernie się zbliżają, usiłują nawzajem się wykorzystać, często wbrew swoim prawdziwym interesom. Stąd biorą się małpki umierające prawdopodobnie po zjedzeniu jakiegoś opakowania plastikowego porzuconego bezmyślnie z resztą atrakcyjnego soku czy innej potrawy lub z zatrucia. Ale życie małych małpek jest też często zagrożone przez ich własne otoczenie, w czym, jak wydaje się, człowiek nie ma żadnego udziału. Chociaż kto wie? 

Z moralnego punktu widzenia moda na humanitarne opiekowanie się porzuconymi przez matki małpkami, przerodziło się w cały przemysł hodowli małpek, wysyłanych w kartonach na zamówienie klientów, podobnie jak u nas hoduje się określonej rasy psów często zatrważających warunkach. Zresztą sprzedaż małpek trafiła już do Polski, ograniczana tylko wysoką ceną tych zwierzątek. Cała współczesna kultura nastawiona na zaspokajanie życzeń, nawet bezsensownych, co często jest źródłem cierpień poszczególnych osobników. 

Co z tym my, ludzie możemy zrobić? Jak skłonić ludzi do tego, by przestali się bawić żywymi stworzeniami, jak lalkami? Przecież nawet w najlepszej komitywie małpek z pseudo rodzicami, po jakimś czasie musi powstać problem rosnącego osamotnienia zwierzęcia, które przestaje pasować do otoczenia, gdzie zostało zainstalowane bez swojej woli. Taka małpka nigdy już nie dozna autentycznej czułości od pozostałych osobników jej rasy, zawsze będzie dla nich outsiderem. Także człowiek nigdy nie zrozumie jej w pełni. Prawdopodobnie problem dotyczy również piesków i kotków chociaż mniejsze podobieństwo do człowieka i wieki udomowienia chronią je przed niektórymi jego działaniami i oczekiwaniami.

Z innej strony patrząc, należy współczuć ludziom, którzy w tęsknocie za czułym dotykiem I bliskością nie szukają tego u drugiego człowieka, a u zwierzęcia. To jest głęboko chore, gdy się o tym myśli. Jak zły pieniądz wypiera lepszy, jak erzac oryginał, tak pozór miłości wypiera prawdziwą głęboką bliskość i więź pochodzącą ze zrozumienia. 

Przychodzi mi na myśl zakończenie opowiadania Raya Bradburrego, gdzie po ostatecznej zagładzie ludzkiej rasy, małpa rodzi pierwszego człowieka. Nie jest jednak możliwe dwukrotne przejście tej samej drogi rozwoju – gdy umrze człowiek, w jego miejsce nie powstanie drugie jemu podobne stworzenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *